Było trudniej, niż się spodziewałem – rozmowa z Sebastianem Pietrzakiem

etapsedziejowice013-20170714Ziemia Łaska po raz pierwszy od kilku lat doczekała się swojego reprezentanta w Wyścigu Kolarskim „Po Ziemi Łódzkiej”. Zapraszamy do lektury wywiadu z młodym zawodnikiem mieszkającym w Łasku, a reprezentującym barwy ZTC Zduńska Wola.  

Dariusz Cieślak: Udział w 24. Wyścigu Kolarskim „Po Ziemi Łódzkiej” to twój debiut. Jak ocenisz swoje pierwsze kroki na kolarskiej ścieżce?

Sebastian Pietrzak: Przyznam szczerze, że było dużo trudniej i ciężej niż się spodziewałem. Dużo świetnych drużyn z Polski, jak i z zagranicy zameldowało się na starcie. Chłopaki naciskali bardzo mocno od pierwszego kilometra do ostatniego. Wyszły moje braki w wytrzymałości i technice, ale celem mojego startu było przede wszystkim zdobycie doświadczenia i zapoznanie się z jazdą w grupie. To zupełnie inna sytuacja, niż to co trenowałem do tej pory, czyli jazdę indywidualną na czas, która jest elementem triathlonu. Trochę myślałem, że będzie to jak wyścig organizowany niedawno przez Jastrzębie Łaskie, gdzie jazda średnią prędkością 40 km/h dała mi drugie miejsce w kategorii. Tutaj średnia 44 km/h na 60 km i brakowało zdecydowanie. Kolarstwo szosowe to zdecydowanie to, co najbardziej mnie „kręci”, a braki postaram się szybko nadrobić

Który z etapów był, twoim zdaniem, najtrudniejszy?

– Powiem, może trochę od tyłu (śmiech). Pierwszy etap był dla mnie pechowy, ponieważ przed dwudziestym kilometrem złapałem „gumę”, a sędziowie nie pozwolili mnie podholować, więc na walkę nie było szans, ale etap ukończyłem. Na drugim byłem trochę zdołowany pierwszym. Najlepiej jechało mi się bezapelacyjnie trzeciego dnia. Najgorszy był ostatni etap. Brakowało mi już chyba sił, a najlepsi walczyli o pudło, więc tempo było zawrotne.

Reprezentowałeś barwy ZTC Zduńska Wola, ale na co dzień mieszkasz w Łasku. Dużo razy, przed zawodami, pokonywałeś trasy naszego wyścigu?

– Trasy na poszczególnych etapach były podobne i znałem je jedynie fragmentami. Cały mój start był taki na szybko. Na dwa dni przed startem miałem upadek. Uszkodziłem rower i trochę się potłukłem. Na dzień przed startem nie miałem roweru. Bolało mnie kolano i tata na szybko reanimował mnie i rower. Wszystko było tak bardzo na gorąco i nie było czasu na jakieś precyzyjne przygotowania

Swoją jazdę na rowerze zacząłeś od triathlonu. Ciężko jest się przestawić?

– Tak, to prawda. Przygodę z rowerem szosowym zacząłem od triathlonu. Najpierw biegałem, a potem powiedziałem tacie, że chciałbym wystartować w „tri”. Bez dłuższego namysłu zaplanował mi sezon i powiedział „trenuj”. Ułożył mi plan i już. Wziąłem od niego aluminiową „szosę „, trochę za dużą i zacząłem trenować. Kłopot polegał na tym, że w triathlonie w wieku lat 17 można startować jedynie na dystansie 1/8 lub sprint , gdzie roweru jest 20 km, a nie jak w kolarstwie, gdzie około 100 kilometrów to minimum. Dlatego brakuje mi wytrzymałości. Teraz  trzeba przebudować cały sposób trenowania, żeby nadrobić te braki.

Jakie są twoje dalsze plany?

– Teraz przede wszystkim skupiam się na mega mocnym treningu. Za trzy tygodnie startuje w Gdyni w triathlonie i nie ukrywam, że jestem bardzo ciekaw „mojego roweru”. W zawodach w Jeziorsku na 1/4 miałem trzeci czas na rowerze w kategorii open. Od tamtej pory trenuje bardzo dużo, praktycznie całe dnie spędzam na rowerze więc taka jazda indywidualna da mi ogląd sytuacji, w którym jestem miejscu.  Co do startów, to na razie sam nic nie planuje, ale pewnie trener coś mi zorganizuje.